PODRÓŻ W CZASIE
Muzeum Drukarstwa odwiedziłam w pewien wrześniowy dzień, nieco przypadkiem. Znajduje się ono przy ulicy Głębokiej 50, w Cieszynie, wśród pięknie odnowionych kamienic. Wygląda bardzo niepozornie: niewielka pierwsza sala wita nas ciszą, a po lewej stronie - kontuarem, na którym jest mnóstwo naklejek, folderów informacyjnych oraz kolorowych, przygotowanych specjalnie dla dzieci, ulotek z legendami związanymi ze Śląskiem Cieszyńskim. W czyściutkim wnętrzu, na ścianach, w szklanych gablotach, wisiały całe zbiory ekslibrisów Ryszarda Bandosza. Okazało się, że trafiłam (przypadkiem) na wystawę czasową zorganizowaną z okazji 75. urodzin twórcy ekslibrysów. Część ekspozycji była autorstwa Ryszarda Bandosza, część – dedykowana jemu, jako mistrzowi pomysłu i samoukowi. W Muzeum, powstałym w 1996 roku, udało mi się zobaczyć prasy dociskowe, urządzenia introligatorskie, matryce chemigraficzne i drzeworytnicze oraz prawdziwe królestwo szuflad z mnóstwem czcionek w różnych rozmiarach, ale mikroskopijnych. Kiedy wyobraziłam sobie, ile potrzeba było uwagi, skupienia, cierpliwości i talentu, by z maleńkich kostek złożyć słowa, jeszcze bardziej doceniłam książki jako cud techniki. Nigdy wcześniej tak o nich nie myślałam. Nie zdawałam sobie też sprawy z czasu, który trzeba było poświęcić, by z tych prostokątów z literkami, żmudnie układanymi, powstała jedna strona. Nawet nie próbuję dobie wyobrazić, co musiał czuć drukarz, który się pomylił i od nowa zaczynał swoją pracę. Potężne, ostre, ciężkie maszyny służące do druku wyglądały jak smoczyska. Nie chcę nawet myśleć, co groziło palcom nieuważnych drukarzy ani ile siły musieli wkładać w trzymanie tych wielkich, metalowych dźwigni. Po muzeum oprowadzał mnie przewodnik, ciekawie przenoszący opowiadaniem w świat farb, tuszu i papieru. Po tej wizycie spoglądam na książkę nie tylko jako opowieść autora, ale jako opowieść o ciężkiej i co tu wiele pisać – brudnej pracy. Zrobiłam też sporo fotografii, którymi się dzielę. Zofia Golanowska, 5a








